Pokazywanie postów oznaczonych etykietą happiness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą happiness. Pokaż wszystkie posty

maja 14, 2017

Wiatr zmian.

Wiatr zmian.
Gdy dajesz komuś dom.

RUINA


sierpnia 19, 2014

Z oddechem jesieni na szyji...

Z oddechem jesieni na szyji...
Chwilę nas nie było...a gdzie byliśmy w tym czasie?.
W nowej cudownej rzeczywistości. Pewnie dla nie których jestem szalona, opowiadając jak cudownie mi na nowym miejscu. Powoli wymoszczam swoje nowe miejsce pracy zapałem, energią i optymizmem, którego na pęczki wokoło.
Tak marzyłam o tym by trafić na właściwą ścieżkę, by co ranek ubierać się w uśmiech.
Jest dobrze, naprawdę.
A w naszym muchałowym królestwie jakby samoistnie wszystko wskoczyło w swój właściwy rytm.
Lepsza organizacja, mniej nie domówień, czerpanie jeszcze więcej z czasu, który się ma.
Jedyny minus to taki, że czas ruszył z kopyta i przecieka przez palce znacznie szybciej niż wcześniej. 
Choć jest o kilkadziesiąt procent lepiej wykorzystany, więc zasadniczo wychodzi na to samo.
Zmiany potrzebne są w życiu.
Pozytywne zmiany rozwiewają szarości, nadają inny wymiar codziennym myślom, przywdziewają nas w bagaż wrażeń, które dają moc.
A więc do dzieła!.
Po pierwszych tygodniach pełnych wrażeń, czas wygospodarować czas na swoje ukochane zajęcia.
A więc aparat w dłoń i biegówki na nogi.
I do przodu galopem, galopem przez świat!.





czerwca 23, 2014

Wakacyjne migawki.

Wakacyjne migawki.
"I tak własnie mija nam,
i tak właśnie mija nam czas..."

Piknikowo, spacerowo i radośnie.
Pogoda rozpieszcza nas zimnolubych. 
Bez upałów, z głowami w białych puszystych chmurach.
M. ma czas niekończących się zachwytów i afirmacji życia.
Pomimo maleńkich buntów piękne te chwile nasze ostatnio.
Just enoy life.





















maja 23, 2014

Zaległości.

Zaległości.
Weekend minął, a w zasadzie już zaczyna się nowy (!), a ja nadal tkwię ze "starymi" zdjęciami, choć przecież już jutro będzie okazja do całkiem nowych.
Gdyż ponieważ Połówkowy opuszcza nas na całe dwa dni, a my oddamy się bez reszty przemiłym wizytom, dreptaniu po mieście i degustacji naszych ulubionych waniliowych:)).
Co prawda nie uśmiecha się mi (zimnolubnej) podroż samochodem kilkadziesiąt kilometrów, ale czego się nie robi dla dawno nie widzianych i całkiem nie zwykłych ludzi.
A w niedzielę udamy się na  Święto Rodziny na bulwarach wiślanych  (wprawdzie rodzina niekompletna w zestawie 1+1, ale zawsze:).

Pierwsza część zdjęć to migawki z wystawy Klocków Lego mieszczącej się w krakowskiej Futurze i myślę że taki komentarz będzie najwłaściwszy:
nigdy za lego w dzieciństwie nie szalałam, jakieś tam klocki były (była nas trójka w tym starszy brat), ale zwykle niedostępne lub co ciekawsze 'zarezerwowane':). 
Ale po obejrzeniu wszystkim gablot miałam wielką ochotę się 'pobawić':D.

Odwiedziliśmy też w końcu Smoka i jego mieszkanie (choć wysokie obcasy w jego komnatach pełnych pułapek, to nie był zbyt dobry pomysł:). M. była zachwycona bo my Smoka uwielbiamy, jak na prawie rodowitych krakusów przystało!.

Trafiliśmy również na finisz Cracovia Maraton i wzruszyłam się tymi emocjami, determinacją, motywacją i szczęsciem wyrysowanym na każdej zmęczonej twarzy.
Mam nadzieję (wierzę w to!) że i kiedyś ja przekroczę TĄ metę.
Dotąd mówiłam że to moje marzenie taki maraton, teraz już wiem że to CEL.
Prosty i klarowny.
Dziś zakończyłam 10 tydzień z bieganiem, nawet Połówkowy się przyznał że nie do końca wierzył w to że potrwa to dłużej niż kilka dni (wiem, wiem wsparcie najważniejsze:D).
Ale sama się sobie momentami dziwię i jestem z siebie strasznie dumna!.

Pojechaliśmy również pod lotnisko popatrzeć na lądujące tuż nad naszymi głowami maszyny. 
Potem miały być nasze ulubione kurkowe pierogi w Ikeii, ale niestety tak ciężko na nie trafić:/.



























Copyright © 2016 (new) home & happiness , Blogger