maja 22, 2014

Bo moja Mama&Tata to jest ktoś!

Bo moja Mama&Tata to jest ktoś!
Uwielbiam maj. 
Nie tylko za konwalię, bez, zielony zawrót głowy,  przyjemne ciepło (nie mylić z upałami:) i waniliowe lody niespiesznie jedzone na plantach. 
Uwielbiam maj od lat czterech niezmiennie i chyba z każdym rokiem mocniej za Moje Święto upragnione, wyczekane i cudownie brzmiące.
W tym roku po raz pierwszy starannie przygotowane, z dużą dozą emocji przed i w trakcie.
Patrzyłam i słuchałam mojego małego dzieła życia, a wzruszenie zeszkliło mi wzrok.

Cytując naszą piosenkę: 
"Padam, padam
Tak się cieszę, że Cię mam
Nikomu Cię nie dam
Padam, padam..."



















maja 14, 2014

Gorący czas.

Gorący czas.
Dzień za dniem, weekend za weekendem, a ja najchętniej nie rozpakowywałabym plecaka w oczekiwaniu (niecierpliwym) na kolejny wyjazd. 
Jak ostatnimi laty nieco zrzędziliśmy, że nigdzie się nie ruszamy tak obecnie by z kimś się spotkać muszę zajrzeć w kalendarz(!).
Komunie, wieczory kawalerskie (dla wybranych), przymiarki, śluby, majówki, przedszkolne wystąpienia, odwiedziny dawno nie widzianych...a w tym wszystkim codzienny pęd.
I jak wisienka na torcie nasza M. starająca się na każdym kroku udowodnić że ma rację... tłumaczymy, dyskutujemy (czasem zaciskamy zęby) i ustalamy kompromisy. 
Jeszcze dni kilka, dni parę, a codzienny pęd nabierze innego wymiaru.
Więc póki co wyciskamy jak cytrynę, każdy dzień, jeszcze mocniej, jeszcze bardziej
 (choć dzisiejszy łóżkowy pobyt do 13 też w to wliczamy, bo każdy potrzebuje chwili w słodkim błogostanie 'nicnierobienia':).

Poniżej migawki* weekendowo-komunijne i nasze pierwsze loki, bo jakże by inaczej mogło być skoro Hania ma, a ja nie:)).
A poza tym :"Konwalie tak pięknie kwitną i jest cudownie..."
*Foto. Wiki W.




maja 07, 2014

Piece of Vienna.

 Piece of Vienna.
Tegoroczną 'majówkę' udało nam się zaplanować i spędzić w przepięknym mieście z cudownymi ludźmi, w atmosferze oderwania od rodzicielskiej rzeczywistości.
Spiesznie i zachłannie chłonęliśmy każdy kawałek, każdy zakątek, każdy moment.
Czego nasze oczy nie widziały?.
W piątek wieczorem miałam wrażenie, że zobaczyliśmy już wszystko (kto spacerowały przez duże S z Mr. Borysem ten wie co mam na myśli:).
Teatry, muzea, opery, zabytki wyrastały jak grzyby po deszczu, a każda nowa ulica zaskakiwała zachowaniem form, dbałością o szczegóły i to nieodparte wrażenie które towarzyszyło nam przez całą podróż...czyli jakbyśmy byli u siebie.
Bo Wiedeń pozostanie w mych wspomnieniach jako 'duży Kraków', jeszcze  z mnóstwem rzeczy 
do odkrycia, z duszą, którą mam nadzieję następnym razem uda nam się poznać.
Cudowny czas!.
Do zobaczenia Mr and Mrs Wrona:).






Copyright © 2016 (new) home & happiness , Blogger