sierpnia 19, 2014

Z oddechem jesieni na szyji...

Z oddechem jesieni na szyji...
Chwilę nas nie było...a gdzie byliśmy w tym czasie?.
W nowej cudownej rzeczywistości. Pewnie dla nie których jestem szalona, opowiadając jak cudownie mi na nowym miejscu. Powoli wymoszczam swoje nowe miejsce pracy zapałem, energią i optymizmem, którego na pęczki wokoło.
Tak marzyłam o tym by trafić na właściwą ścieżkę, by co ranek ubierać się w uśmiech.
Jest dobrze, naprawdę.
A w naszym muchałowym królestwie jakby samoistnie wszystko wskoczyło w swój właściwy rytm.
Lepsza organizacja, mniej nie domówień, czerpanie jeszcze więcej z czasu, który się ma.
Jedyny minus to taki, że czas ruszył z kopyta i przecieka przez palce znacznie szybciej niż wcześniej. 
Choć jest o kilkadziesiąt procent lepiej wykorzystany, więc zasadniczo wychodzi na to samo.
Zmiany potrzebne są w życiu.
Pozytywne zmiany rozwiewają szarości, nadają inny wymiar codziennym myślom, przywdziewają nas w bagaż wrażeń, które dają moc.
A więc do dzieła!.
Po pierwszych tygodniach pełnych wrażeń, czas wygospodarować czas na swoje ukochane zajęcia.
A więc aparat w dłoń i biegówki na nogi.
I do przodu galopem, galopem przez świat!.





lipca 10, 2014

Lato moje lato!

Lato moje lato!
W promieniach Twych wygrzewam swoje dłonie,
zapachem raczę się do dna,
wieczorną ciszą oplatam gołe ramiona,
z ciepłym wiatrem tańczę do utraty tchu...

 

czerwca 23, 2014

Wakacyjne migawki.

Wakacyjne migawki.
"I tak własnie mija nam,
i tak właśnie mija nam czas..."

Piknikowo, spacerowo i radośnie.
Pogoda rozpieszcza nas zimnolubych. 
Bez upałów, z głowami w białych puszystych chmurach.
M. ma czas niekończących się zachwytów i afirmacji życia.
Pomimo maleńkich buntów piękne te chwile nasze ostatnio.
Just enoy life.





















maja 23, 2014

Zaległości.

Zaległości.
Weekend minął, a w zasadzie już zaczyna się nowy (!), a ja nadal tkwię ze "starymi" zdjęciami, choć przecież już jutro będzie okazja do całkiem nowych.
Gdyż ponieważ Połówkowy opuszcza nas na całe dwa dni, a my oddamy się bez reszty przemiłym wizytom, dreptaniu po mieście i degustacji naszych ulubionych waniliowych:)).
Co prawda nie uśmiecha się mi (zimnolubnej) podroż samochodem kilkadziesiąt kilometrów, ale czego się nie robi dla dawno nie widzianych i całkiem nie zwykłych ludzi.
A w niedzielę udamy się na  Święto Rodziny na bulwarach wiślanych  (wprawdzie rodzina niekompletna w zestawie 1+1, ale zawsze:).

Pierwsza część zdjęć to migawki z wystawy Klocków Lego mieszczącej się w krakowskiej Futurze i myślę że taki komentarz będzie najwłaściwszy:
nigdy za lego w dzieciństwie nie szalałam, jakieś tam klocki były (była nas trójka w tym starszy brat), ale zwykle niedostępne lub co ciekawsze 'zarezerwowane':). 
Ale po obejrzeniu wszystkim gablot miałam wielką ochotę się 'pobawić':D.

Odwiedziliśmy też w końcu Smoka i jego mieszkanie (choć wysokie obcasy w jego komnatach pełnych pułapek, to nie był zbyt dobry pomysł:). M. była zachwycona bo my Smoka uwielbiamy, jak na prawie rodowitych krakusów przystało!.

Trafiliśmy również na finisz Cracovia Maraton i wzruszyłam się tymi emocjami, determinacją, motywacją i szczęsciem wyrysowanym na każdej zmęczonej twarzy.
Mam nadzieję (wierzę w to!) że i kiedyś ja przekroczę TĄ metę.
Dotąd mówiłam że to moje marzenie taki maraton, teraz już wiem że to CEL.
Prosty i klarowny.
Dziś zakończyłam 10 tydzień z bieganiem, nawet Połówkowy się przyznał że nie do końca wierzył w to że potrwa to dłużej niż kilka dni (wiem, wiem wsparcie najważniejsze:D).
Ale sama się sobie momentami dziwię i jestem z siebie strasznie dumna!.

Pojechaliśmy również pod lotnisko popatrzeć na lądujące tuż nad naszymi głowami maszyny. 
Potem miały być nasze ulubione kurkowe pierogi w Ikeii, ale niestety tak ciężko na nie trafić:/.



























maja 22, 2014

Bo moja Mama&Tata to jest ktoś!

Bo moja Mama&Tata to jest ktoś!
Uwielbiam maj. 
Nie tylko za konwalię, bez, zielony zawrót głowy,  przyjemne ciepło (nie mylić z upałami:) i waniliowe lody niespiesznie jedzone na plantach. 
Uwielbiam maj od lat czterech niezmiennie i chyba z każdym rokiem mocniej za Moje Święto upragnione, wyczekane i cudownie brzmiące.
W tym roku po raz pierwszy starannie przygotowane, z dużą dozą emocji przed i w trakcie.
Patrzyłam i słuchałam mojego małego dzieła życia, a wzruszenie zeszkliło mi wzrok.

Cytując naszą piosenkę: 
"Padam, padam
Tak się cieszę, że Cię mam
Nikomu Cię nie dam
Padam, padam..."



















Copyright © 2016 (new) home & happiness , Blogger